Kamil Kukla
Silva
24.04 – 17.05.2026
Mieszkam w borku. Nic szczególnego się tu nie dzieje. Drzewa rosną, larwy drążą, głodne dzięcioły korę tłuką. Chętnie w borek wchodzę i przeczesuję. Obniuchuję pniaki, najchętniej powalone. Żłoby z wodą zimą skuwa lód, na który stopa chętnie wpełza. Skorupa zapada się z chlupnięciem. Teraz sucho. Książka szeleści kartkowana. Z nieba cieknie i strumień do bagna wpływa. Gałązki tamują odpadki. Papiery, plastiki, gumy wyhamowują. Coś trzaska, na co wybałuszam. W szałas wsiąkam tyłem. Dłoń lewa, dłoń prawa — odlatują obie na cienkim pasku kończyn. Larwa rośnie, toczy miazgę i wypluwa tyłem. Wciągam film kolejny, a potem śni mi się znów i przywidza, by rozpłynąć bełtem. Nic nie pamiętam, jakby mnie nie było, jakbym zasnął twardo. Borek się wybudza jednak i na wzgórek wciąga. Lądolód łaskawie cofnął się przed lasem. Notuję z ulgą obdarowany hojnie.
Otacza mnie ze wszystkich stron las rzeczy – gąszcz w nieustannym ruchu, kotłujący się i przekształcający. Chęć wzbiera, by z chaosu coś dla siebie wyłuskać — jakieś wysokokaloryczne nasiono, mogące psychiczny grunt użyźnić. A tu sama masa pączkuje i obradza tłustymi pakietami. Piętrzą się nowe dziedziny, w które wsiąkać można jak w warstwy twardniejącej piany. Sztuczniak nęci obrazami, generując bezbłędnie pod gusta. Warto się temu przyjrzeć z najwyższą uwagą — powstrzymuje mnie jednak świadomość, że już ktoś to za mnie zrobił, już ktoś przeanalizował, zgłębił i opisał. Liczy się wyłącznie pierwszyzna.
Świeżo powalone i pokrojone na kawałki wielkie drzewa na krawędzi lasu i KS-u wyglądały dziś obłędnie.
Ciemny płyn zassany ze skalnych głębin wlewa się w bak z charkotem, od którego mdlić zaczyna coraz mocniej. Trzeba ową ciecz szanować bardziej, dziękując tym serdeczniej lasom karbońskim. Od dziewiętnastki jedziemy drzewnym trupem, nie bardzo odnawialnym.
Tekst: Kamil Kukla (fragmenty)
Zdjęcia: Mateusz Piestrak
Projekt realizowany w ramach badań naukowych Wydziału Sztuki Akademii Tarnowskiej.